sobota, 15 marca 2008
Carte Vitale
Dla osob, chcacych jechac do Francji, radze uzbroic sie w anielska cierpliwosc i kupic sobie od razu jakies srodki uspakajajace. Jestem tu juz ponad siedem lat, ale do tej pory francuska biurokracja doprowadza mnie do szewskiej pasji. Carte Vitale to taka cudowna zielona plastikowa karta, ktora przyspiesza proces zwracania wydatkow medycznych. Poniewaz ja zgubilam, zglosilam sie do punktu wydajacego te karty. Oczywiscie, musialam wypelnic cala mase wnioskow, lacznie z takimi, ktore musialy potwierdzac, ze ja to ja. Gdy oddalam te papierki, czekajac uprzednio w poltora godzinnej kolejce, pani w okienku powiedziala mi, zebym teraz czekala na potwierdzenie zgloszenia. Oczywiscie nie mogla mi wydrukowac tego dokumentu i dac mi do reki, bo spieszyla sie na kawe, wiec nie bylo sensu zawracac sobie glowy czyms takim. Po dziesieciu dniach dostalam poczta zaswiadczenie. I po nastepnych dziesieciu dokumenty, ktore nie roznily sie niczym od tych, ktore juz zlozylam, poza tym, ze nalezalo przykleic zdjecie. Do dokuentow dolaczona byla karteczka, ze prosza o jak najszybsze odeslanie. Pytanie - czy to ze mnie sie ktos nabija czy tym paniom sie nudzi? czy od samego poczatku nie mozna bylo poprosic o zdjecie? Czasami juz mam naprawde dosyc...
wtorek, 11 marca 2008
Madrosci Zbysia
Po mojej wypowiedzi, ze mam ochote zamordowac pewnego przeciwnika plci przeciwnej, nawet jesli potem bede musiala isc siedziec, Zbysiu odpowiedzial mi : "Nie warto, zabijesz dziada, a pojdziesz siedziec jak za czlowieka." Ciezko mu nie przyznac racji...
środa, 27 lutego 2008
Ci biedni mezczyzni...
W sobote po raz pierwszy poczulam litosc do mezczyzn chodzacych na zakupy ze swoimi wybrankami. Gdy bylam w Naf Nafie, czekajac w kolejce do kabin, zobaczylam dziewczyne, ktora wystoczyla zza zaslony i radosnie zawolala sowjego faceta by meskim surowym wzrokiem ocenil kreacje. Problem byl tylko taki, ze to, co dziewczyna miala na sobie, bylo po prostu... brzydkie, a na jej chlopiecej figurze dekolt do pepka wygladal okropnie. Z miny chlopaka wywnioskowalam, ze mial on dokladnie to same odczucia, co ja. Natomiast dziewczyna byla rozpromieniona i chyba nie bardzo zdawala sobie sprawe ze swojego odbicia w lustrze. W koncu chlopak wydusil z siebie po paru chwilach : hmmm, bardzo oryginalnie... w takim kolorze jeszcze ubran nie mialas... Naprawde zaczelam czuc lekki podziw do mezczyzn, ktorzy decyduja sie na strate paru godzin w ciagu weekendu, tylko po to, zeby na sam koniec silowac sie na jakies klamstwa...
poniedziałek, 04 lutego 2008
Brytyjska kuchania a francuskie poczucie humoru
Rozmowa na zajeciach z angielskiego na temat wzajemnych stereotypow pomiedzy Francuzami i Anglikami. Mrs Cioni : Kuchnia nie jest mocna strona Brytyjczykow. My tak naprawde nie mamy odpowiednika na "bon appétit". No bo w sumie co mozemy powiedziec? Olivier : Good luck :) Cos czuje, ze wojna stuletnia jednak sie nie skonczyla...
środa, 23 stycznia 2008
niedziela, 13 stycznia 2008
Piwko bez papierosa
Wczoraj po raz pierwszy od poczatku roku szalalam w dyskotece. Dodam, ze po raz pierwszy od czasu zakazania we Francji palenia w restauracjach, dyskotekach i barach. I musze przyznac, ze roznica jest niesamowita. O ile na poczatku okazalo sie, ze nawet jesli nie czuc nieprzyjemnego zapachu dymu papieroseowego, to w niektorych miejscach mozna bylo poczuc w zamian zapach grzyba na scianie lub potu sasiada, ktory zapomnial uzyc dezodorantu. Uczucia byly wiec mieszane. Jednak, gdy dzis rano obudzilam sie po raz pierwszy od niepamietnych czasow bez bolu gardla, bez charakterystycznego gorzkawego posmaku papierosow (nie palac w trakcie wieczoru, chcialam dodac) i uczucia kompletnego przesiakniecia papierosami, to poblogoslawilam pomyslodawcow tego zakazu. I dobitnie uswiadomilam sobie, jak zatruwany jest palacz bierny. No to teraz czas na Polske... ;)
poniedziałek, 31 grudnia 2007
Pralat Jankowski na premiera
News dnia. No nie moglam sobie tego odpuscic... Pralat Jankowski mowi : "Moglbym stanac na czele rzadu". Nie wiem, czy smiac sie czy plakac. A pralatowi nalezy przypomniec, ze do Prima Aprilis jeszcze 4 miesiace.
niedziela, 30 grudnia 2007
Szaro-buro
Koncowka roku zapowiada sie szaro-bura. Po pierwsze, za oknem jest pochmurnie, nieprzyjemnie i nie ma sie ochoty wychylic nosa na zewnatrz (napisalabym "na pole" ale cos czuje, ze paru znajomych Warszawiakow nie odmowiloby sobie przyjemnosci skomentowania tego...). Po drugie, Paryz strasznie wysmutnial w tym okresie poswiatecznym. Wiekszosc miejsc pozamykana, ludzi jakos malo (ostatnio modne jest wyjezdzanie na swieta na tropiki). Przeszlam sie dzis po mojej dzielnicy, majac nadzieje, ze jakies przytulne miejsce zacheci mnie swoim gwarem do wejscia, ale spotkalam na swojej drodze jedynie kraby, ktore lezaly jeden na drugim i smutnym wzrokiem prosily, zeby juz je dobic. Po trzecie, imie poprawnosci politycznej teraz w Paryzu zyczy sie Szczesliwego Nowego Roku, bo juz Wesolych Swiat nie wypada. W koncu nie wiadomo, jakiego wyznania jet nasz rozmowca. Co sprawia, ze koncowka roku, to dla wszystkich przymusowy wolny czas i zeby nikogo nie urazic zmusza sie pracownika, zeby wzial wtedy wolne, bo "nikogo w pracy nie ma" (bo jak mozna powiedziec, ze pracownik ma isc na urlop z okazji katolickich swiat?). Czy to tylko ja mam takie wrazenie, ze to lekko schizofreniczne? Ech, nic sie juz nie chce...
niedziela, 09 grudnia 2007
Powiedz mi jaka wodke pijesz, a powiem Ci w jakim kraju mieszkasz...
Dzis temat scisle zwiazany z nazwa blogu - wodka. Oddajac sie zajeciu, ktoremu oddaje sie z pasja kazda porzadna polska rodzina, a mianowicie zakupom w niedzielnie popoludnie, trafilismy z Kuba do dzialu alkoholowego Galerii Lafayetta. Dzial ponoc luksusowy, wiec z zaciekawieniem ogladalismy przerozne trunki z calego swiata. W koncu trafilismy na wodki i tu, obok kolektorskiej butelki Belverede, ujrzelismy... Zytnia... I w tym momencie przeszlo mnie pewne uczucie zwatpienia w ekskluzywnosc pozostalych alkoholi... Juz nie wspomne o tym, ze we Francji etykietka Zubrowki przypomina socrealistyczny plakat, a swiateczne opakowanie przypomina jakies syberyjskie odzienie.... (czyli odpowiada opinii przecietnego Francuza na temat Polakow)
piątek, 16 listopada 2007
Oni maja strajk
Od trzech dni transport we Francji stoi w miejscu. "Oni maja strajk. Mowia, ze maja za ciemno w pracy"... no wlasnie, pracownicy panstwowych molochow, pracujacy jako konduktorzy, maszynisci czy kierowcy nie powalaja sobie odebrac przywilejow nadanych im w XIX wieku. Jednakze o ile rozumiem, ze gdy wiek temu maszynista musial dorzucac wegla osobiscie do pieca, to teraz ciezko mi zrozumiec na czym polega ta wyjatkowa uciazliwosc pracy kierowcy metra, zeby mial on prawo przejsc na emeryture 3 lata wczesniej niz przecietny Francuz. I z tego co wiem, nie jestem sama w niezrozumieniu tego zjawiska, bo okazuje sie, ze Francuzi do tego stopnia sa zirytowani ta sytuacja, ze powstaja stowarzyszenia "anty-strajkowe". Ciekawe, czy oni tez zastrajkuja? Oczywiscie we Francji przeprowadzenie akcji, ktora mialaby ochronic zwyklego Francuza przed uciazliwymi konsekwencjami strajku jest czysta abstrakcja, wiec od srody cala Francja jest zakorkowana, ludzie sa wsciekli, bo ci, ktorzy nie moga dostac sie do pracy traca urlop, a zwiazki zawodowe zapowiadaja, ze strajk planowany jest na miesiac. No tak, nie ma sie czemu dziwic. W styczniu ma wejsc w zycie prawo, wedlug ktorego w czasie strajkow przynajmniej 25% srodkow transportu musi funckjonowac normalnie. Tylko szkoda, ze do stycznia jeszcze tyle czasu zostalo... |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Blogosfera
Ciemezna droga do magisterki
Codziennie!!!
Gazety stad i stamtad
Krakow
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||